moja historia

Moja historia – droga do życia bez etatu

Chciałbym, aby ten blog był miejscem, gdzie znajdziesz pomysł i inspirację do zmiany swego życia na lepsze. Nie jest na pewno moim celem wskazywanie Ci palcem co masz dalej robić. Myślę natomiast, że dobrym pomysłem jest podzielenie się z Tobą moją historią, abyś wiedział co zadziałało akurat w moim przypadku. Moja historia – o tym właśnie jest dzisiejszy wpis.

Jeśli czytałeś poprzednie artykuły, to wiesz pewnie, że przez 2,5 roku radziłem sobie pracując w korporacji jako pracownik IT. Jednak już od pierwszego dnia pracy miałem poczucie, że nie jest to miejsce, w którym chciałbym utkwić na stałe. Z perspektywy dnia dzisiejszego podzieliłem mój proces uwalniania się od etatu na kilka etapów. Pierwszy z nich miał miejsce już właśnie pierwszego dnia mojej pracy.

Etap 1 – zmiana myślenia

Dość szybko zacząłem zauważać, że większość pracowników zatrudnionych w tej samej firmie ma bardzo podobny do siebie sposób myślenia. Z reguły nie widzą oni możliwości swego rozwoju poza kolejnymi szczeblami kariery w tej samej branży. Była to co prawda dość atrakcyjna branża, jednak perspektywa spędzenia najlepszych lat swojego życia przed ekranem komputera dla mnie już nie wydawała się atrakcyjna. Pamiętam, że w wolnych chwilach czytałem w pracy bloga podróżniczego Przemka Skokowskiego (tu). Dużo dawało mi do myślenia, że w czasie gdy ja pracuję, ktoś inny, bardzo podobny do mnie, po prostu jeździ autostopem i zwiedza świat przeżywając wspaniałe przygody. Do tego ten ktoś był w podobnym wieku, nie był wcale ode mnie bogatszy, ani zdolniejszy… Po prostu wiedział czego chce i miał w sobie odwagę, aby to robić. Skoro ktoś podobny do mnie może poprowadzić swoje życie w tak ciekawy sposób, to dlaczego ja nie mógłbym robić w życiu czegoś ciekawszego?

Etap 2 – szukanie sposobu

Wiedziałem, że pierwszym etapem zmiany powinno być zapewnienie sobie odpowiedniej sytuacji finansowej. Zacząłem luźno szukać różnych alternatywnych sposobów na regularne zarabianie pieniędzy. Natknąłem się na bloga Michała Szafrańskiego (tu) i szukałem tam jakichś pomysłów. Było ich tam opisanych całkiem sporo, jednak większość w moim przypadku niewiele wnosiła. Niektóre opisywały jedynie oszczędzanie, inne inwestowanie dużej ilości własnych pieniędzy, a jeszcze inne zaciąganie kredytu. Jeden z podcastów przykuł jednak moją uwagę na tyle, że po przeczytaniu samego tytułu odłożyłem go sobie na deser.

“Podnajem – jak żyć z wynajmu nie posiadając nieruchomości – Mateusz Brejta” – tak brzmiał tytuł podcastu. Po przesłuchaniu go (tu) po prostu nie mogłem się otrząsnąć. Jego pomysł polegał na wynajmowaniu dużych mieszkań od ich właścicieli, a następnie na dalszym wynajmowaniu mieszkania – tym razem na pokoje. Oczywiście wiąże się z tym wyższa kwota, którą można uzyskać, o ile zrobi się to naprawdę dobrze. Pozytywna energia, która biła od Mateusza Brejty gdy opowiadał o swoim biznesie sprawiała, że natychmiast przesłuchałem wszystko jeszcze raz. Tym razem robiąc szczegółowe notatki. Pomysł uczciwego i sprytnego biznesu opartego na zbudowaniu odpowiedniego przepływu pieniężnego nie dawał mi spokoju. W dodatku  start wydawał się bardzo prosty – bez dużych środków własnych, bez kredytu i bez specjalnych umiejętności. Czego chcieć więcej?

Etap 3 – dojrzewanie do decyzji

Szybko doszedłem do wniosku, że z tym “bez specjalnych umiejętności” to lekko przesadziłem 😉 Zacząłem się ogólnie interesować tematem nieruchomości, wynajmu, umów, zabezpieczeń itp. Przeczytałem parę książek, blogów itp, zrobiłem nawet dokument, w którym starałem się skompletować całe “know how” tego biznesu. Niestety ciągle miałem w nim pewne braki. Z resztą nic dziwnego, bo całość robiłem na podstawie strzępków informacji, które przekazał Mateusz Brejta w swoim podcaście. Próbowałem zapoznać się z rynkiem najmu w moim mieście, ale nie znałem nikogo, kto by się tym zajmował. Poszedłem na kilka miejscowych spotkań Stowarzyszenia Mieszkanicznik. Dowiedziałem się tam, że moja wiedza jest niewielka, ale niestety również niewiele więcej 😉 Szefem oddziału był tam co prawda praktyk, który wynajmował pokoje w Białymstoku, ale mój dość nieśmiały charakter nie pomagał mi w poznaniu najważniejszych szczegółów jego biznesu 😉

Etap 4 – szkolenie

Po kilku miesiącach doszedłem do momentu, gdzie musiałem w końcu podjąć jakąś decyzję. Znalazłem świetny biznes, ale nie mam odwagi rozpocząć go bez pewności, że wiem wszystko co i jak należy tu robić. Tymczasem dotarcie na szkolenie biznesowe do Mateusza stanowiło koszt kilku tysięcy złotych. Długo zmagałem się z tym problemem, jednak dokładnie po 8 miesiącach od przesłuchania podcastu wylądowałem w Warszawie na szkoleniu u Piotra Hryniewicza (link), a dwa tygodnie później w Łodzi poznając tajniki podnajmu (link). Pamiętam zdziwienie mojej Mamy, gdy zadzwoniła do mnie w trakcie szkolenia, a ja powiedziałem jej gdzie jestem i co robię 😉

Etap 5 – rozpoczęcie działalności

Po powrocie ze szkolenia wiedziałem już, że znalezienie się tam było jedyną właściwą decyzją. Teraz mogłem już na spokojnie po godzinach rozglądać się za pierwszym mieszkaniem na podnajem. Przeszukiwałem OLX, Facebooka i inne serwisy, a nawet sam wystawiłem kilka ogłoszeń. Już po kilku spotkaniach trafiłem na właściwych ludzi. Prowadzili oni w Białymstoku restaurację i właśnie wyprowadzali się ze swego 4-pokojowego mieszkania na wieś. Prowadzony biznes nie pozwalał im na zajmowanie się mieszkaniem, więc moja oferta wydawała im się ciekawa. Dość szybko doszliśmy do porozumienia i po 2 tygodniach mogłem zająć się przygotowywaniem i meblowaniem swego pierwszego mieszkania. Robiłem to pracując cały czas na etacie i nawet nie posiadając własnego samochodu;) Kosztowało mnie to lekko ponad 3.000 zł, ale wszystkie wydatki zwróciły się już po 5 miesiącach generując później pierwszy stabilny i w miarę pasywny dochód 🙂 Nie pozostawało mi nic innego jak założyć działalność gospodarczą i rozglądać się za kolejnym mieszkaniem 🙂

Etap 6 – Decyzja – odchodzę!

Ledwo co ochłonąłem po pierwszym sukcesie, a tu nagle spadła na mnie jak grom z nieba pewna propozycja. Będąc w pracy odebrałem telefon od nieznanego numeru. Osoba po drugiej stronie przedstawiła się jakimś znajomym nazwiskiem i zapytała mnie iloma mieszkaniami obecnie zarządzam. Okazało się, że była to osoba, którą poznałem na jednym z ostatnich spotkań Stowarzyszenia. Powiedział mi, że brakuje mu czasu na rozwijanie swego biznesu związanego z wynajmem pokoi i szuka kogoś, kto mógłby mu pomóc. Od razu zaświeciły mi się oczy, choć nie wiedziałem jeszcze jak miałaby wyglądać nasza współpraca. Zależało mi na pełnym etacie, nawet za dużo mniejsze pieniądze niż dotychczas. Przecież taka propozycja nie zdarza się codziennie. To świetna okazja aby nabrać doświadczenia w branży nieruchomości 🙂 A tak naprawdę, to najbardziej zależało mi, żeby nie musieć już chodzić do mojej poprzedniej pracy 😉

Byłem właśnie w trakcie wnioskowania o dotację na założenie działalności gospodarczej, co sprawiało, że w obecnej pracy byłem chwilowo zatrudniony “bez okresu wypowiedzenia” 😉 Byłem umówiony na wiadomość SMS od potencjalnego nowego szefa ws. jego decyzji. Pamiętam, że otrzymałem ją 22.04.2016 ok. godz. 8:30 rano – przed wyjściem do pracy. Szedłem do firmy ze świadomością, że czeka mnie bardzo ciekawa rozmowa z niczego nie spodziewającą się managerką 😉 Ok. 10:00 wziąłem ją do pokoju konferencyjnego i powiedziałem o swojej decyzji. Ona na to: “Hmm.. no to w sumie.. w Twojej sytuacji… możesz już iść do domu” 😉 Pojechałem więc do sklepu po mały upominek dla współpracowników. Po powrocie rozesłałem maila pożegnalnego, posprzątałem swoje biurko i tyle mnie tam widzieli 😉

Etap 7 – Praca w nowej branży

Współpracując z nowym partnerem sporo się nauczyłem. Nawet pomimo tego, że przez większość czasu siedziałem za biurkiem w Excelu, umowach i innych dokumentach. Czasem zdarzały się też zadania “w terenie”, co było miłym kontrastem w stosunku do mojej pracy w IT. Po kilku miesiącach zainteresowaliśmy się nieco innym modelem biznesu – chodziło nadal o podnajem, ale nieco inny, bo krótkoterminowy. Jedno z nowo wynajętych mieszkań przy pomocy dodatkowego wspólnika przygotowaliśmy jako niewielki apartament i wystawiliśmy na Booking.com. Pomysł się sprawdził, więc stopniowo zwiększaliśmy skalę, aż po kilku miesiącach odpaliliśmy pensjonat z ponad 30 pokojami wynajmowanymi na doby.

Mówiąc “odpaliliśmy” mam tu na myśli, że budynek był własnością właściciela firmy, a ja byłem w praktyce jego pracownikiem. Biuro przeniosło się na recepcję nowootwartego budynku, a ja brałem aktywny udział w zorganizowaniu tam marketingu, księgowości, obsługi klientów, pralni, szkoleniu nowych pracowników, zarządzaniu paroma sprawami itp… Dużo się w ten sposób nauczyłem, ale po pół roku zaczynałem czuć, że znów nie jestem chyba w miejscu, o które mi tak naprawdę chodziło…

Etap 8 – Praca zdalna

Miałem w tym momencie 3 mieszkania w podnajmie i spędzałem 8h dziennie za recepcją jednego z białostockich obiektów noclegowych. Wiedziałem już, że dopóki mam mały ZUS, muszę czym prędzej coś tutaj zmienić. Przekonałem szefa, że trudno jest pełnić mi tyle obowiązków jednocześnie i zaproponowałem zatrudnienie nowej recepcjonistki. Ja tymczasem zająłbym się całą papierkowo-informatyczno-marketingową robotą, robiąc to wszystko zdalnie i w takich dniach i godzinach, które mi najbardziej odpowiadają. Było to dla mnie świetne rozwiązanie, ponieważ pracowałem kiedy chciałem, obowiązki nie pochłaniały mi zbyt dużo czasu i dzięki temu mogłem szukać innych źródeł dochodów. Co prawda moje wynagrodzenie dość mocno spadło, ale wspomagając się własnymi podnajmami spokojnie sobie radziłem. Moja radość nie trwała jednak długo…

Etap 9 – Życie bez etatu

Po niecałych dwóch miesiącach szef stwierdził, że jednak taki układ nie za bardzo mu odpowiada. Poprosił mnie o przeszkolenie dodatkowego pracownika i poinformował mnie, że wolałby zakończyć współpracę. Był to dla mnie dość krytyczny moment, bo nie miałem pewności czy poradzę sobie sam. Postanowiłem postawić jednak wszystko na jedną kartę i nie wracać na żaden etat. Moje stałe dochody z podnajmu praktycznie nie wystarczały na przeżycie, więc musiałem coś szybko wymyślić… Przez pierwsze kilka miesięcy radziłem sobie korepetycjami oraz wykorzystaniem pewnego sposobu na zarobek z internetu. Problem był w tym, że za pół roku czekała mnie podwyżka ZUSu, więc aby chociaż utrzymać bieżący stan, potrzebowałem wykombinować 700 zł nowego stałego dochodu. Na szczęście w idealnym momencie trafiły się dwa nowe mieszkania w podnajmie i w tym momencie mogłem już powiedzieć, że najgorsze mam chyba za sobą 🙂

Oczywiście moja historia na tym się nie kończy. Od tamtej pory staram się nie spoczywać na laurach i ciągle szukać nowych działań i sposobów na to, aby moja sytuacja była coraz bardziej komfortowa, ale to już są tematy na dalsze artykuły 🙂

P.S. Na blogu będę na pewno wracał jeszcze do tematu podnajmu. Jeśli jednak myślisz o powtórzeniu mojej ścieżki, zalecam jednak wybrać się na szkolenia na których byłem. Jeśli napiszesz do mnie, na pewno uda mi się załatwić Ci jakąś zniżkę 😉 Powodzenia 🙂

W kolejnych artykułach będę opisywał dalszą historię mojej przygody z podnajmem, a także opiszę inne sposoby na dodatkowy dochód z niskim progiem wejścia. Jeśli chcesz być informowany o nowych artykułach, zapraszam Cię do zapisu na newslettera:

Powiązane artykuły

umowa najmu na czas nieokreślony

Umowa najmu na czas nieokreślony – pułapka dla właścicieli!

Każda umowa najmu mieszkania musi określać czas jej trwania. Ja w swojej działalności stosuję zawsze
pożyczka dla mikroprzedsiębiorców

Pożyczka dla mikroprzedsiębiorców – strzał w dziesiątkę czy kulą w płot?

Tarcza antykryzysowa proponowana przez rząd oferuje przedsiębiorcom różnoraką pomoc. Początkowo była ona skierowana do tych,
umowa najmu pokoju

Umowa najmu pokoju – co warto w niej zawrzeć? (wzór)

Po kilku latach zajmowania się podnajmem mieszkań mogę śmiało powiedzieć, że w wielu przypadkach dobra

4 thoughts on “Moja historia – droga do życia bez etatu”

  1. Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem ale myślę , że już tutaj zostanę
    Jeśli dążyłeś do celu w taki sposób jak tutaj piszesz tzn. lekko i bez jakichś problemów wewnętrznych to zazdroszczę.. a jeśli nie to również zazdroszczę,że miałeś odwagę te plany realizować 😀

    Mieszkanicznik… czyli jak sądzę mieszkasz na śląsku rejony Bielska/Katowic?

    1. Dzięki za komentarz 🙂

      Oczywiście problemy wewnętrzne były – ale raczej kończyły się na czymś w stylu ekscytacji i poczucia, że robię coś bardzo niestandardowego. Coś, czego nie uczą w szkołach i na co inni ludzie spojrzą z niezrozumieniem. Ale sam raczej byłem dość mocno przekonany o słuszności tych rozwiązań.

      Mieszkanicznik ma oddziały w całej Polsce 🙂 A ja mieszkam w Białymstoku 🙂

  2. Kamil, świetny wpis! Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, a historia naprawdę wciąga – byłam ciekawa kolejnych etapów, przez które przechodziłeś. Myślę, że ta opowieść doskonale pokazuje działanie teorii przyciągania (którą, swoją drogą, osobiście uwielbiam) – gdy podejmujemy decyzję, że chcemy osiągnąć dany cel, los zsyła nam znaki, dobrych ludzi, okazje. Trzeba tylko otworzyć na nie oczy i odważyć się skoczyć czasem na głęboką wodę. Twój przykład pokazuje, że warto 🙂 Pozdrawiam!

    1. Dzięki za dobre słowa 🙂
      Z tą teorią przyciągania to możliwe że jest coś na rzeczy, aczkolwiek trudno mi uwierzyć w istnienie jakiejś magicznej siły, która miałaby to sprawiać 😉 Uważam, że dobrzy ludzie, znaki, okazje itp. zdarzają się cały czas, ale to od nas zależy czy potrafimy w ogóle je zauważyć, odczytać i wykorzystać. Zamiast tego można przecież leżeć na kanapie, oglądać seriale, narzekać na swój ciężki los i być totalnym ignorantem twierdzącym, że bogaci ludzie to farciarze albo złodzieje 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *